Zapach Egiptu część V - Zima

Ogólnie o Egipcie

Moderatorzy: oldi, SlawekR

Awatar użytkownika
beny
Posty: 356
Rejestracja: 19 sie 2021, 21:16
Podziękował;: 347 razy
Otrzymał podziękowań: 161 razy

Zapach Egiptu część V - Zima

Post autor: beny »

„Pani Kierowniczko! Jak jest zima, to musi być zimno!” – ten cytat z „Misia” od wielu lat objawia nam prawdę na temat zimy w Polsce. Nam – Polakom!
No dobra, w Polsce musi być zimno, a co zrobić, żeby w zimie nie było zimno? Wiadomo – wyjechać do Egiptu! Ta myśl zaświtała mojej kochanej żonie w połowie listopada, czyli mniej więcej po sześciu tygodniach od powrotu z Red Sea Makadi Palace, i od zarzekania się, że „nigdy więcej!”, że teraz robimy dłuższą przerwę od Egiptu, bo się popsuł, że trzeba zatęsknić, i w ogóle w przyszłym roku lecimy jesienią na Dominikanę, bo tam jeszcze nie byliśmy, a na wiosnę lecimy do Turcji, bo tam też jeszcze nie byliśmy.
Tymczasem właśnie gdzieś około pierwszych przymrozków nastąpiła u żony nagła zmiana w nastawieniu. Przyjąłem tę propozycję z jednej strony ze zrozumieniem, bo „kobieta zmienną jest”, z drugiej strony lekko zdziwiony, że ta zmiana nastąpiła tak szybko. Naszym pierwotnym założeniem był wyjazd na tydzień do niedrogiego miejsca, na typowe „last minute”. Bardzo szybko z tygodnia zrobiło się 10 dni, bo jak słusznie przekonywałem – „na tydzień się nie opłaca”, a na horyzoncie zaczął majaczyć JAZ AQUMARINE, w niezłej, jak na ten hotel, cenie.
- Na pewno jeszcze spadnie! – przekonywaliśmy się nawzajem, regularnie obserwując oferty i porównując jak kształtują się ceny na najbliższe terminy. W tym czasie nasz przyszły wyjazd nabrał zupełnie innego wymiaru, gdyż grupa wyjazdowa podwoiła się za sprawą moich rodzicieli, którzy nigdy jeszcze w Egipcie nie byli. Zapragnęli się wybrać, za namową swoich znajomych i razem z nimi, ale jak zobaczyliśmy dość kiepskie miejsce, które tamci wybrali, od słowa do słowa wyszło na to, że lecą z nami. Bardzo się ucieszyli, bo nie znaleźliby lepszych przewodników po tym kraju i jego wszystkich niuansach.
Czas szybko mijał, tymczasem z ceną zaczęły się dziać rzeczy dziwne. Najpierw lasty zaczęły drożeć. Potem oferta z wylotem z Katowic całkiem zniknęła. Kiedy pojawiła się znów, była w cenie absolutnie nieakceptowalnej. Jedyną opcją jaka pozostała, aby w ogóle polecieć, to lot z Warszawy. Dobra, podróż na lotnisko dzielimy na cztery, a walizki jakoś się w bagażniku upcha!
Samochód dzielnie przebijał się przez nocne zawieje i zamiecie, żeby dowieźć nas na czas porannego wylotu do ciepłego Egiptu. Poranek był pogodny, ale zimny i wietrzny. Nic to! Już za około 5 godzin będziemy mogli wygrzać się w egipskim słońcu!
Samolot powoli zniżał lot, lecąc od El Gouny na południe, pomiędzy Hurghadą a górami Atbaj, co pozwalało na podziwianie pięknej panoramy miasta, lotniska i okolicznych resortów. Minąwszy Hurghadę z lewej strony, pilot wszedł w lewy łagodny wiraż, żeby zająć pozycję na ścieżce do lądowania. Po kilku następnych minutach koła łagodnie dotknęły pasa startowego – byliśmy znów w Egipcie. Po raz dwunasty… Na mojej twarzy pojawił się, znany już z innych wizyt, banan.
Wyszliśmy z samolotu, na pełne słońca egipskie powietrze. Schodząc po schodkach i w drodze do autobusu, popatrzyliśmy z zoną na siebie i jednocześnie zapytaliśmy:
- Co tu, kurwa, tak zimno?!
Zapach – ten sam. Wszystko wokół to samo, jakby od paru miesięcy nic się nie zmieniło (bo też co miałoby się zmienić?), tylko, temperatura wybitnie nie egipska. Ale to pewnie dlatego, że jest jeszcze dość wcześnie, w południe na pewno zrobi się cieplej! – próbowaliśmy się pocieszać…
Przyjechaliśmy do hotelu. Obsługa bardzo uprzejma, jak za najlepszych czasów. Sprawnie zostaliśmy zakwaterowani, z pełnym zrozumieniem, żeby rodzicom przydzielić pokój obok. Po zakwaterowaniu wyszliśmy na pierwszy, zapoznawczy spacer po obiekcie. Ja, jako stary egipski bywalec, zostawiłem polski zimowy strój, w którym przyleciałem i wbiłem się w typowo wakacyjny look, tj. krótkie spodenki, lekkie sneakersy i t-shirt, zarzucając na niego bluzę, co było jedynym ukłonem w stronę kalendarzowej zimy.

Obrazek

Obrazek

Niestety, zaklinanie aury strojem przyniosło bardzo mizerny efekt. Jakoś egipska zima nie chciała zrozumieć, że przyjechali Polacy spragnieni słońca oraz ciepła i z uporem obdarzała nas tylko jednym z dwojga, czyli słońcem. Ciepła nie było, o czym boleśnie przekonałem się wychodząc na ten pierwszy spacer. Temperatura oscylowała wobec mizernych 17 stopni, co na warunki egipskie jest po prostu mrozem. Odczuwalną temperaturę obniżał zimny wiatr, który wiał od strony morza. Ponieważ JAZ AQUAMARINE jest tak zaprojektowany, że budynki hotelowe stoją mniej więcej prostopadle do linii brzegowej, to też wspomniany wiatr miał pełne pole do popisu i miejsce do rozwijania swoich zimnych skrzydeł.

Obrazek

Obrazek

Idąc przez hotelowy teren dotarliśmy do kompleksu basenów, z których dwa były totalnie puste, a dwa kolejne zapełnione ludźmi. Nietrudno było się domyślić, które z nich były podgrzewane. Sprawdziłem temperaturę, zarówno jednych jak i drugich. Te niepodgrzewane miały temperaturę lodu, za to te podgrzewane miały temperaturę wody w termach podhalańskich. Przed natychmiastową kąpielą powstrzymał mnie jedynie brak odpowiedniego stroju, ale pomyślałem sobie, że już jest nieźle! Jak woda ciepła, to już jest OK!
Okazałem się strasznym naiwniakiem. Nazajutrz szczęśliwy jak dzieciak wskoczyłem do gorącego basenu, taplając się z dziecinną radochą. A kiedy już do woli zażyłem kąpieli, trzeba było wyjść z tej cieplutkiej wody tam – na brzeg… na zimny wiatr… Brrrrrrr! Dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego ludzie w tych basenach przypominają trochę hipopotamy siedzące całymi godzinami w wodzie. Bo wyjść się nie da! Rozgrzane ciało dostaje strzał zimnego powietrza, podbitego dodatkowo podmuchem wiatru, który aż kłuje tysiącami igiełek wbijających się w skórę. Na nic ręcznik, którym tylko częściowo można się okryć, na nic promienie słońca – nie niosą tyle ciepła, by się przebić przez warstwy zimna, nie potrafią ogrzać tych mas powietrza do względnie komfortowej temperatury! A o wejściu do morza można było całkowicie zapomnieć! Zima…***** jego mać!
Bo poza tym, wszystko było w jak najlepszym porządku. Jedzenie – pierwsza klasa. Wybór bogaty, świeżość i smak bez zarzutu. Mnogość owoców, nawet truskawki były. Obsługa w pełni profesjonalna, szybka i przemiła. Pokoje czyste, słowem – Egipt w najlepszym wydaniu. Tylko ta aura… Przez cały pobyt jedynie cztery razy podjęliśmy jakiekolwiek próby wykorzystania strojów plażowych zgodnie z ich przeznaczeniem. Za każdym razem próby te były krótkotrwałe i kończyły wraz z nastaniem wczesnego popołudnia. Pozostałe dni zeszły na graniu w karty, kości, rozwiązywaniu krzyżówek i dyskutowaniu przy piwie o problemach współczesnego świata;-) (Przy okazji – w jednym z barów smażyli popołudniami pyszne gofry.)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mieliśmy też zaplanowane wycieczki. Pierwszą z nich była wycieczka do Kairu. Jak wiadomo, jest to całodzienna wyprawa autokarowa. W przypadku żony i moim, była to trzecia wizyta w stolicy kraju Faraonów. Zapytałby ktoś, po jaką cholerę pchać się tam po raz trzeci. Sam się nad tym zastanawiałem, dopóki autokar nie wyjechał z Hurghady. Mimo tego, że już byłem i widziałem, za każdym razem Kair postrzegam trochę inaczej. Tak było i tym razem, i dotyczy to nie tylko samego miasta, ale i samej drogi. Mimo że to było raczej niemożliwie, miałem wrażenie, że jedziemy inną trasą niż poprzednio. Egipt wyglądał inaczej. Od momentu, kiedy autokar w okolicy Ajn-Sukhna odbił w lewo na autostradę w kierunku Kairu, miałem wrażenie, że jedziemy wzdłuż jednego wielkiego placu budowy… Kilkadziesiąt kilometrów wielopasmowej drogi, a po jednej i drugiej stronie koparki, spychacze, ciężarówki, kontenery pracownicze i robotnicy w białych kaskach uwijający się przy tylko im znanych zadaniach. Przy czym czy to remont, czy budowa (do dziś nie wiem) potrafił się nagle urwać, jakby w środku skał, po czym za dosłownie kilka kilometrów, albo niekiedy nawet kilkaset metrów rozpocząć na nowo. I znów koparki, spychacze, betoniarki, żurawie…
W okolicy nowej stolicy kraju te budowy przybrały wręcz gargantuiczne rozmiary. Trzeba Egipcjanom przyznać – mają rozmach! Przy okazji mogłem się zorientować, jak w ciągu kilku lat posunęły się naprzód prace nad tym potężnym projektem.
Sam Kair zaskoczył mnie… pustką. Do tej pory każda wizyta w mieście zaczynała się i kończyła potężnymi korkami. Tym razem o poranku ruch na ulicach był płynny, a do placu Tahrir, przy którym stoi stare Muzeum Egipskie, co niebywałe, dojechaliśmy praktycznie bez zatrzymywania!

Obrazek

Obrazek

Odpuściliśmy sobie wizytę w tym miejscu na rzecz starego Kairu – najstarszej dzielnicy miasta, z najstarszym meczetem, najstarsza synagogą i najstarszymi kościołami koptyjskimi, Okazało się, że był to bardzo dobry wybór. Uliczki tej dzielnicy, przypomniały mi stara Jerozolimę. Co prawda nie byłem w niej osobiście (jeszcze!) ale naoglądałem się przeróżnych filmów o tym mieście. Od razu wąskie uliczki, wysokie ściany budynków i kamienne trotuary skojarzyły mi się z obrazami ze starej Jerozolimy.
Przy jednej z takich uliczek, znajduje się wejście do niepozornej koptyjskiej kaplicy. Egipcjanie oficjalnie utrzymują, że jest to miejsce, w którym mieszkała Święta Rodzina po ucieczce do Egiptu. Twardych dowodów na to nie ma, jednak w tradycji koptyjskiej miejsce to jest czczone jako święte.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zobaczyliśmy też najstarszy meczet, natomiast synagoga była w tym czasie remontowana, czy też odrestaurowywana, przy wykorzystaniu środków UNESCO. W każdym razie, ten spacer po starym Kairze był bardzo udany!
Oczywiście żelaznym punktem każdej wycieczki do Kairu jest Giza i jej atrakcje. I znów miałem nieodparte wrażenie, że jestem w trochę innym miejscu niż poprzednio. Może to gmach nowego muzeum tak odmienił to miejsce, a może budowana od strony pustyni wielka restauracja, zapewniająca w przyszłości piękny i nieskrępowany niczym widok na piramidy… Oczywiście tym tylko, których stać będzie na zawrotne ceny, jakie ponoć mają tam obowiązywać. Cóż, luksus kosztuje…

Obrazek

Obrazek

Po zachodzie słońca, wrócił stary Kair, jaki pamiętałem. Korki, korki, korki, czyli wreszcie normalność. Wyjazd z miasta odbył się jak zwykle, czyli w żółwim tempie, przy akompaniamencie klaksonów, trąbek i nawoływań przeciskających się wśród samochodów wszystko-przedawców.
Kolejną atrakcją, głównie dla rodziców, miała być standardowa wycieczka po Hurghadzie – najzwyklejszy City-tour, jaki za niewielkie pieniądze można kupić u każdego rezydenta. Jako że jesteśmy stałymi bywalcami w tym mieście, mamy zaprzyjaźnione lokalne biuro, w którym kupujemy wszelkie fakultety. Tak było i tym razem. Zamówiliśmy przez jeden z popularnych komunikatorów internetowych wycieczkę dla czterech osób i w umówionym miejscu i czasie czekaliśmy na autokar. Przyjechał Van, z Egipcjaninem mówiącym całkiem nieźle po polsku. Byłem przekonany, że ma nas tylko podwieźć na miejsce zbiórki, tymczasem okazało się, że to on właśnie ma nas wozić po Hurghadzie. Za śmieszne pieniądze, psim swędem zorganizowaliśmy sobie prywatną wycieczkę po mieście. Jak powiedzieliśmy mu z żoną, że jesteśmy tu po raz dziesiąty, zapytał tylko czy chcemy zobaczyć prawdziwą Hurghadę. „Oczywiście!”
I zabrał nas na targ rybny, który tyle razy mijaliśmy w drodze do mariny, ale nigdy nie wchodziliśmy do środka. Zabrał nas do pobliskiego meczetu, największego w mieście i załatwił możliwość wejścia do środka, mimo że zbliżała się już godzina zamknięcia. Potem zabrał nas na punkt widokowy, gdzie nigdy żaden autokar nie dojedzie, bo za stromo i za wąsko. Następnie przewiózł nas przez ulice dzielnicy, zamieszkałej wyłącznie przez lokalsów, gdzie nie zapuszczają się żadni turyści. Jakże inaczej te uliczki wyglądają, w porównaniu do wypielęgnowanych, świecących feerią barw ulic „turystycznych”! Na koniec, przy okazji robienia własnych zakupów do domu, zabrał nas na wielki zadaszony bazar warzywno – owocowy, czynny 24/7. Nie miałem pojęcia, że takie miejsce w Hurghadzie w ogóle funkcjonuje. Ilość warzyw i owoców zgromadzonych w tym miejscu zapierała dech. Zapomnijcie tam o – wydawałoby się tak popularnym - targowaniu się. Miejscowi nie mają na to ani czasu, ani ochoty. Na każdym straganie wystawione były eleganckie ceny każdego oferowanego towaru, a transakcje przebiegały szybko i sprawnie. Widać też było, że kupujący i sprzedający doskonale się znają, że przychodzą tam stali klienci, nie tylko żeby coś kupić, ale też żeby poplotkować. No jak na Kleparzu!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Byliśmy oczarowani całą tą wyprawą, jakże inną od standardowego City-touru. Popołudnie zleciało błyskawicznie i nawet zimna zbytnio nie poczuliśmy… Może nie było czasu zwracać uwagi na taki szczegół?...
O tych 10 dniach, jestem bogatszy o kilka spostrzeżeń i uwag. Po pierwsze – zrobiłem dobry uczynek i pokazałem rodzicom Egipt, jaki kocham. Na pewno zostało mi to zapisane w księgach niebieskich. A po drugie, trzecie i kolejne – zima jest od jeżdżenia na sankach, a nie do Egiptu!

Ciekawe...jak będzie w Turcji?
Ale to już zupełnie inna historia...
Za ten post autor beny otrzymał podziękowania (total 2):
farmi (09 cze 2022, 10:15) • McJack (11 cze 2022, 16:08)
taskar
Posty: 5674
Rejestracja: 17 sie 2021, 21:37
Podziękował;: 76 razy
Otrzymał podziękowań: 1140 razy

Re: Zapach Egiptu część V - Zima

Post autor: taskar »

Beny - jak zwykle pięknie i smakowicie... zeby nie powiedzieć "pachnąco".
Zdradź nam proszę tajemnicę, gdzie też to jest ten targ owocowo-warzywny!
Bo smród (tfu, zapach Egiptu - ten rybny!) rybnego targu znamy doskonale... ciągnie się on za nami ze 15 km ;)
Za ten post autor taskar otrzymał podziękowanie:
beny (08 cze 2022, 06:16)
Czasami myślę, że bóg, tworząc człowieka, przecenił trochę swoje możliwości (O. Wilde)
Awatar użytkownika
beny
Posty: 356
Rejestracja: 19 sie 2021, 21:16
Podziękował;: 347 razy
Otrzymał podziękowań: 161 razy

Re: Zapach Egiptu część V - Zima

Post autor: beny »

taskar pisze: 08 cze 2022, 01:47 Beny - jak zwykle pięknie i smakowicie... zeby nie powiedzieć "pachnąco".
Zdradź nam proszę tajemnicę, gdzie też to jest ten targ owocowo-warzywny!
Bo smród (tfu, zapach Egiptu - ten rybny!) rybnego targu znamy doskonale... ciągnie się on za nami ze 15 km ;)
Ten targ znajduje się przy skrzyżowaniu ulic El-Nasr i October 6 w dzielnicy Dahar.
Smród targu rybnego był mi oczywiście znany, gdyż jest nieodłączną częścią każdego spaceru w rejonie mariny lub meczetu.
O dziwo - na samym targu w ogóle nie śmierdziało! Okazuje się że to nie targ jako taki śmierdzi, bo ryby tam sprzedają świeżutkie, tylko wyrzucane opodal resztki oraz łodzie rybackie, które "parkują" opodal.
Awatar użytkownika
oldi
Posty: 4401
Rejestracja: 15 sie 2021, 21:31
Podziękował;: 1493 razy
Otrzymał podziękowań: 3339 razy

Re: Zapach Egiptu część V - Zima

Post autor: oldi »

Jak zwykle u Ciebie kolego @beny naniuchał się człek za wsze czasy!
I coś mi tu "śmierdzi" pomysłem na Kair w innym niż standardowym wydaniu.
Ten moloch mimo swojej "brzydoty" ma jakiś magnetyzm w sobie.
Za ten post autor oldi otrzymał podziękowanie:
beny (09 cze 2022, 06:59)
Świat stoi na opak. Nie jest dobrze, ale zeby miało być tak cołkiem źle, to tego nie powiym.
Ksiądz Józef Tischner
Awatar użytkownika
beny
Posty: 356
Rejestracja: 19 sie 2021, 21:16
Podziękował;: 347 razy
Otrzymał podziękowań: 161 razy

Re: Zapach Egiptu część V - Zima

Post autor: beny »

oldi pisze: 09 cze 2022, 04:00 Jak zwykle u Ciebie kolego @beny naniuchał się człek za wsze czasy!
I coś mi tu "śmierdzi" pomysłem na Kair w innym niż standardowym wydaniu.
Ten moloch mimo swojej "brzydoty" ma jakiś magnetyzm w sobie.
Serdecznie polecam!
Awatar użytkownika
Shibuya
Posty: 3102
Rejestracja: 15 sie 2021, 21:27
Podziękował;: 400 razy
Otrzymał podziękowań: 831 razy

Re: Zapach Egiptu część V - Zima

Post autor: Shibuya »

oldi pisze: 09 cze 2022, 04:00 Jak zwykle u Ciebie kolego @beny naniuchał się człek za wsze czasy!
I coś mi tu "śmierdzi" pomysłem na Kair w innym niż standardowym wydaniu.
Ten moloch mimo swojej "brzydoty" ma jakiś magnetyzm w sobie.
Też coraz częściej o tym myślę. I jeszcze Aleksandria mi chodzi po głowie...
Kiedy coś kochasz, po prostu to rób ... ;)
taskar
Posty: 5674
Rejestracja: 17 sie 2021, 21:37
Podziękował;: 76 razy
Otrzymał podziękowań: 1140 razy

Re: Zapach Egiptu część V - Zima

Post autor: taskar »

Kair mnie nie nęci, za to Aleksandria.... O żesz ty... Kumpel był, załapał się, bo pojechał na objazdówkę, tzn. 7 dni rejs Nilem i 7 dni hotel. Kończyli zwiedzaniem Aleksandrii.. boska!
I to jest coś, co chcielibyśmy sobie zafundować - spokojnie odświeżyć to, co już mamy zwiedzone oraz zwiedzić to, co nam niestety nadal pozostaje na liście do zwiedzenia (Abu Simbel oraz ALeksandria właśnie). No.. nie powiem - Dolina Królowych też nam pasuje ;)
Czasami myślę, że bóg, tworząc człowieka, przecenił trochę swoje możliwości (O. Wilde)
ODPOWIEDZ